Siła przyjaźni

Pewnego letniego wieczoru przechodziłam koło kościoła. Na ławce przed pomnikiem Jana Pawła II siedział mężczyzna ubrany w czarny garnitur, obok niego duży bukiet kwiatów. Mężczyzna miał łzy w oczach. Pomyślałam, że coś się stało więc do niego podeszłam by upewnić się, że wszystko jest w porządku.

– Dzień dobry. Przepraszam, czy coś się stało? – zapytałam z niepokojem.

– Wcale nie taki dobry… – odpowiedział mężczyzna smutnym głosem.

– Co się stało? Proszę powiedzieć, będzie Panu lżej, ale jakby co, nic na siłę. – powiedziałam.

– Dziś odszedł mój najlepszy przyjaciel… – powiedział wycierając łzy.

– Tak mi przykro… Mogę jakoś pomóc? – zapytałam ze smutkiem.

– Oj dziecko, nie zadręczaj się tym.

– Ale ja chciałabym jakoś Panu pomóc, na pewno było by Panu naprawdę lepiej.

Mężczyzna spojrzał na mnie i zapytał:

– Mogę opowiedzieć Ci pewną historię?

– Jasne. Z chęcią Pana wysłucham, nigdzie mi się nie śpieszy. – powiedziałam spoglądając mężczyzna.

Mężczyzna wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać.

– Otóż dziecko, poznałem Jana 50 lat temu służyliśmy razem wojsku. Kiedy przydzielili mnie do innego oddziału byłem z tego niezadowolony, bałem się, że sobie nie poradzę. Kiedy przydzielili mi kwaterę było tam trzech mężczyzn, między innymi Janek, który jako pierwszy do mnie podszedł i się przedstawił. Gdy minęło od tego trochę czasu to Janek cały czas mnie wspierał, zaprzyjaźniliśmy się. Któregoś dnia dowódca oddziału wysłał nas na trzydniową misję abyśmy mogli się przygotować na wyjazd do Niemiec. Na początku wszystko szło dobrze, aż stało się najgorsze…

– Jeśli Pan nie chce dalej mówić to proszę powiedzieć, widzę, że Panu jest ciężko. – powiedziałam łapiąc mężczyznę za rękę.

– Spokojnie, będę opowiadał dalej. – powiedział biorąc kolejny głęboki wdech.

Więc tak. Zostałem postrzelony w ramię. Straciłem przytomność i prawie w ogóle nic nie pamiętam. Kiedy się przebudziłem obok łóżka siedział Janek, okazało się, że był przy mnie cały czas. Spędziłem w szpitalu dwa tygodnie. Janek przychodził do mnie codziennie. Po wypisaniu ze szpitala nie byłem już w służbie wojskowej. Zostałem lekarzem, najpierw szkoła potem praca. Janek nadal był w wojsku. Nasz kontakt niestety urwał się na około 10 lat. Pełniąc dyżur na oddziale przywieźli do nas grupę żołnierzy rannych, którzy byli w ciężkim stanie . Ja, idąc na ratunek zauważyłem znajomą twarz, od razu wiedziałem, że to Janek. Było z nim bardzo ciężko, ale powiedziałem, że zrobię wszystko by go uratować. Przeszedł kilka ciężkich i trudnych operacji, był długo nieprzytomny. Codziennie byłem przy nim, tak jak on, gdy ja byłem ranny.

Janek po jakimś się wybudził. Na początku mnie nie poznał. Janek po wyjściu ze szpitala został wolontariuszem. Spotykaliśmy się codziennie. Oboje poznaliśmy swoje żony w tym samym miejscu. Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Do pewnego dnia…

– Co wtedy się stało? – zapytałam ze zdziwieniem.

– Okazało się, że Janek był ciężko chory. Potrzebował przeszczepu nerki, bez wahania zamierzałem oddać nerkę przyjacielowi.

Czego nie robi się dla najlepszego przyjaciela, prawda?

– Prawda, Proszę Pana. – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.

– Janek nie wiedział jak miał mi się odwdzięczyć. Tydzień temu Janek dostał zawału, wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale niestety…

Przez kilka dni był w śpiączce, ale dzisiaj umarł… Zostawił mnie samego…

– Nie jest Pan sam. Niech Pan się nie martwi. Pana przyjaciel nadal jest i będzie, patrzy na Pana z góry i czuwa. – powiedziałam, patrząc mężczyźnie w oczy.

– Oj dziecko. Masz rację, ale nawet ciężko mi iść na jego pogrzeb… – powiedział ciężko wzdychając.

– Rozumiem… Wie Pan co, niech Pan idzie, a ja tu poczekam i później odprowadzę Pana do domu. – powiedziałam patrząc na mężczyznę z uśmiechem na twarzy.

– Dziękuje Ci bardzo drogie dziecko. – odpowiedział szczęśliwie.

Mężczyzna poszedł, a ja czekałam i zrozumiałam, że życie jest pełne niespodzianek. Opowiedziano mi historię wspaniałego człowieka, którego spotkałam dosłownie przypadkiem.

 

Paulina Konkel kl.8