Plastelina to jedna z moich ulubionych pomocy do tego, żeby pogadać o emocjach 🙂
Można fantazjować, jaki kolor miałyby nasze emocje, jakiego byłyby kształtu, jaką miałyby wielkość.
Można też pozlepiać ze sobą różne emocje, tak jak to przecież w życiu często bywa i stworzyć np: smutkozłość (bo może zepsuło się coś bardzo lubianego?), smutkoradość (bo w szkole dzieje się wiele fajnych rzeczy, między którymi hula tęsknota np. za rodzicami?). Jest jeszcze strachozłość (to chyba częste u rodziców, np. gdy dziecko zalicza czołówkę ze ścianą albo podłogą, mimo wielu próśb o ostrożność). Miksować można dowolnie, tworząc złożone emocjonalne menu każdego dnia 😉
I my dziś właśnie tak spędziliśmy czas na naszych zajęciach: ugniatając paluszkami, rozcierając dłońmi przeróżne kolory stworzyliśmy kolejne małe dzieła sztuki 😍😍😍 przy okazji takich bliskich spotkań z Panią Plasteliną dzieci ćwiczą nie tylko kreatywność i wyobraźnię przestrzenną, ale także motorykę ruchową rączek, a nawet zdolności językowe 🙂
Ania Waligóra- Orwat




















